Dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast

23 stycznia 2017

Dyskusja w sprawie wprowadzenia dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast nabiera tempa i rumieńców (poprzedni wpis w tym temacie – tutaj). Trzeba przyznać, że coś się dzieje w tym temacie na scenie politycznej. Innymi słowy – slogany są zamieniane w czyny. Czy to dobrze? Czas na kolejny komentarz.

Zacznijmy od tego, że postulat ogłoszony przez Prezesa PiS, a raczej zmiana zapowiedziana przez niego, nie jest wcale nowy. Wręcz przeciwnie, o wprowadzeniu dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast mówi się już od kilku lat. Pomysł zawsze wychodzi od partii, samorządowcy zawsze są przeciwni. W tym miejscu chciałbym omówić sam pomysł, nie odnosząc się chwilowo do podmiotu aktualnie go propagującego.

Co przemawia za wprowadzeniem ograniczenia kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast?

Oczywistym dla większości celem jest uniknięcie patologii, które mogą rodzić wybory samorządowe. Funkcja wójta, burmistrza i prezydenta miasta jest niezwykle istotna. Jest to element najsilniejszej władzy wykonawczej na poziomie samorządu. Jak wskazuje art. 471 Kodeksu wyborczego wybory są „powszechne, równe, bezpośrednie oraz odbywają się w głosowaniu tajnym”. Zwróćmy uwagę, że wójt, burmistrz i prezydent miasta to jedyna funkcja samorządowa władzy wykonawczej, która wybierana jest bezpośrednio. Ma on więc „najsilniejszy” mandat uzyskany od wyborców. Niestety, taka pozycja czasami prowadzi do powstania patologii. I na tych właśnie patologiach opierają się wszystkie projekty ograniczenia liczby kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

Innymi słowy – nagłaśniane są medialne sytuacje, w których społeczność lokalna pozostaje w konflikcie z wójtem, burmistrzem lub prezydentem miasta. Sytuacje takie się zdarzają, co do tego nie ma żadnych wątpliwości, lecz czy są na tyle poważne, aby z tego powodu wprowadzać ograniczenie liczby kadencji? Wydaje się, że takie uzasadnianie jest jedynie populistyczne. Równie dobrze można wskazać na liczne przypadki, w których samorządowcy pełnią funkcję od wielu lat w sposób jak najbardziej prawidłowy, zaś ich kolejne wybory wynikają z dobrze pełnionych funkcji. Dopóki nie zostaną przeprowadzone rzetelne analizy, dyskusja w tym temacie pozostaje poza zakresem merytorycznym.

Co przemawia przeciwko ograniczeniu kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast?

Odwróćmy w tym momencie sposób myślenia – spróbujmy wyjść z założenia „dlaczego nie”. Skoro (co nie ulega wątpliwości) pozycja wójta, burmistrza lub prezydenta miasta może prowadzić do powstania pewnych patologii, dlaczego by nie ograniczyć liczby kadencji? Przyczyną oczywistą jest to, o czym powyżej już wspominałem, a więc rzesza wspaniałych samorządowców, którzy pełnią swoje funkcje w sposób zgodny z prawem. Nie jest to jednak element dyskusji merytorycznej i prawnej. Elementem prawnym pozostaje jednak argument o ograniczaniu biernego prawa wyborczego. Bierne prawo wyborcze jest to właśnie możliwość kandydowania w wyborach. Forma ustawy nie daje podstaw do ograniczenia biernego prawa wyborczego – takie ograniczenia mogą zostać wprowadzone jedynie na mocy zmiany Konstytucji.

Przeciwko ograniczeniu liczby kadencji wójta, burmistrza i prezydenta miasta przemawia także sama instytucja samorządu terytorialnego. Istotą tego samorządu pozostaje odseparowanie od władzy centralnej w postaci partii politycznych. „Upartyjnienie” samorządu stanowi więc zaprzeczenie idei jego powołania. Należy podkreślić, że większość polityków samorządowych jest politykami niezależnymi od partii politycznych. Ograniczenie liczby kadencji będzie więc miało jeden skutek – partie polityczne skuteczniej będą mogły walczyć o dominację w poszczególnych samorządach. Wymuszenie rotacji będzie skutkowało szerszymi możliwościami ingerencji partii w życie samorządów… czego partie nie ukrywają.

Jakie jest więc prawidłowe stanowisko? Reforma samorządu zapewne jest potrzebna, ale musi to być reforma rozsądna, przemyślana i dobra. Hasło ograniczenia liczby kadencji wójta, burmistrza i prezydenta miasta stanowi jedynie wyraz populizmu oraz dążenia do wzmocnienia partii politycznych pod płaszczykiem „robienia porządku” w samorządach. Innymi słowy – nic to nie zmieni, a może będzie nawet jeszcze gorzej.

Komentarze (0)

Ten wpis jeszcze nie został skomentowany.
Dodaj pierwszy komentarz poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *